|
czwartek, 16 stycznia 2003 r., godz: 12:33
Dziś Les Gondor jeszcze raz spotka się z przedstawicielami szczecińskiego magistratu. Tym razem będą to wiceprezydenci miasta. Według właściciela Pogoni szanse na pozytywny, przynajmniej dla niego, rozwój zdarzeń praktycznie już nie istnieje. - Po wtorkowym spotkaniu z prezydentem i radnymi Szczecina pozbyłem się złudzeń - mówi Les Gondor. - Praktycznie musiałbym wszystko zaczynać od początku. A szczerze mówiąc nie mam już na to sił. Przecież nad poprzednią umową pracowaliśmy kilka miesięcy, dzień w dzień. W końcu została zaakceptowana i nawet wstępnie parafowana. Brakowało tylko podpisu prezydenta. Teraz dostałem praktycznie nowy dokument. Niby są to tylko poprawki, ale dla mnie nie do przyjęcia.
- Wcześniej obiecywał pan, że jednak pójdzie na poważne ustępstwa. - I nie wycofuję się z tego, jednak nie może być tak, że ja mam finansować całe przedsięwzięcie, a miasto będzie o wszystkim decydowało. Przecież to ja mam 94 procent udziałów w spółce. - Ale chyba to normalne, że oddając ziemię, miasto chce się jakoś zabezpieczyć? - To nie o to chodzi. Dotychczasowa umowa i tak to zapewniała. Radni Szczecina nie rozumieją, że nikomu nie oddają ziemi, ani tym bardziej jej nie sprzedają. Pozwalają tylko inwestować. Proszę bardzo. Jeżeli mają innych kandydatów na te tereny, którzy są gotowi wykładać miliony złotych na działalność miejscowego klubu, a przy tym inwestować w infrastrukturę sportową, to schodzę ze sceny. Był Turek, teraz ja, może następny będzie Japończyk? - Jednak jakaś nadzieja jeszcze istnieje, skoro pan się pofatyguje na dzisiejsze spotkanie. - Niewielka. Przedstawię swoje propozycje. Zobaczę jak zareagują. - Co pan zamierza? - Nie chciałbym zawczasu zdradzać swoich planów. Być może zaproponuję władzom miasta zorganizowanie przetargu na te tereny. Ciekawe, jakie by było zainteresowanie? - Jak pan przewiduje najbliższą przyszłość Pogoni? - Na pewno przykro by było wycofywać drużynę z rozgrywek. Szkoda chłopków, którzy trenują na własną rękę. Jednak ja na pewno już nie dołożę do tego interesu. Jeżeli miastu będzie zależało na utrzymaniu drużyny, będzie musiało dofinansować spółkę. Klub potrzebuje na przeżycie 2 miliony złotych. Może zachęci jakieś inne przedsiębiorstwo do sfinansowania rundy wiosennej, a może wyłoży gotówkę z budżetu miasta. Zawsze można dodatkowo opodatkować mieszkańców Szczecina. - To chyba żart. Tak samo, że szkoda panu piłkarzy. Nie wypowiadają się o panu w ciepłych słowach. Byli "portowcy" nazwali pana grabarzem klubu. - Poważnie? Przecież to oni są grabarzami Pogoni! Niech się przyznają jak ograbili ten klub. Przychodzi powoli czas, by kibice dowiedzieli się, jakie kwoty wyprowadzili z Pogoni. - Nikt nie kazał podpisywać z nimi tak wysokich kontraktów. - Zgadza się, ale niech nie mają pretensji, że ja chciałem robić jakieś oszczędności. Skoro tak zależy im na Pogoni, to mogli grać za mniejsze pieniądze. - A jak to było z tymi meblami? - Kolejna bzdura. Mamy sofy w gabinecie, ale gdy przyszedłem w Pogoni, te meble już tam były. źródło: Przegląd Sportowy
mich@l
Brak komentarzy do tego artykułu. Może dodasz swój?
Komentarze służą do prezentacji opinii odwiedzających, którzy są w pełni odpowiedzialni za swoje wypowiedzi.
Serwis PogonOnLine.pl w żaden sposób nie odpowiada za opinie użytkowników. Zastrzegamy sobie jednak prawo do usuwania, modyfikowania wybranych komentarzy. |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||
© Pogoń On-Line |
redakcja | współpraca | ochrona prywatności | |||||||